Historia moto-koota toczy się dziwnymi drogami. Na weekend pojechałem do domu. W sobotę w aucie wymieniliśmy olej, filtr oleju, fitr benzyny, filtr powietrza… Uradowany tym faktem w niedziele późnym popołudniem ruszyłem do Krakowa. Wszystko było fajnie i pięknie do momentu dojechania do ronda kraka… Stanąłem na światłach i już nie ruszyłem :( Z silnika zaczęły dobiegać dziwne dźwięki, jakby coś ostro ocierało po czym zdechł on. I przyszło mi spychać zielone punto ze środka 3 pasmowej drogi na chodnik… Na szczęście mam wykupione AC i Auto Assitance. Telefon do centrum, po 30min pojawiła sie laweta, w 10min auto na lawecie, po 2h auto spowrotem w domku… Pojechało samo i Pan laweciarz nawet trafił… Ehh… ciekawe co tam się popsuło, wyglądało i brzmiało jak zatarty silnik… Ale ja na silnikach mało się znam więc wypada jedynie czekać, aż zajrzy tam mechanik… Chcąc nie chcąc wracam do podróżowania tramwajami…
UPDATE – W aucie zatarł sie alternator. Uff kamień z serca, bo myślałem, że to silnik padł ;)