Pisałem nie tak dawno o zgubionych kluczach. I o tym, że na drugi dzień o 6 rano znalazłem je w trawie. W niedziele zgubiłem portfel, a w nim: dowód, prawo jazdy, dowód rejestracyjny, polisa auta, mnóstwo kart – kredytowa, bankomatowa, wirtualna, karty lojalnościowe, zdrowotna chipowa, do firmy medycznej i wejściówki na baseny, sale sportowe. Że nie mam portfela zorientowałem się na Błoniach, podczas końcówki spaceru z psem. Nie miałem pewności czy wychodząc z domu portfel był w kieszeni czy nie. Dziś rano o 7 przez 2h przeszukiwałem błonia, brodząc w mokrej trawie. Nie znalazłem.
Karty zastrzeżone, dowód zastrzeżony w systemie bankowym, żeby nikt nie wziął na mnie kredytu. Rodzina postawiona w stan gotowości. Na policję zgłoszona zguba dokumentów. Ciocia pracująca w urzędzie komunikacji poinformowana, że przyjadę wyrobic nowe prawko i papiery do auta. Nawet zdjęcia przygotowane na jutro do wniosków. Aż tu nagle, ciemną porą gdy leżałem zrezygnowany na łóżku, dzwoni mama: „Za chwile zadzwoni do Ciebie Pan, znalazł portfel, podaliśmy mu numer”. I rzeczywiście! Zadzwonił. Jego żona na spacerze z psem znalazła. A raczej pies znalazł. Cud! Nie wierzyłem, że są na świecie jeszcze tak uczciwi ludzie. Pojechałem natychmiast, po drodze kupiłem czekoladki. Przemili Państwo nie chcieli przyjąć pieniędzy… Przyjęli czekoladki. Opowiedzieli całą historię. Jak znaleźli numer do mnie do domu…
Ehh… ja to chyba już wyczerpałem zapasy ‘fuksa’ na kolejne 10 lat. I miło jest wiedzieć, że są jeszcze na tym świecie normalni, uczciwi ludzie. Oszczędzili mi bardzo wiele problemów. Dziękuję!